Dzisiaj napiszę całą prawdę, a psikusa postaram się zrobić komuś innemu...
Dzisiaj na wadze 67,1 kg. Przez ostatni miesiąc schudłam 3 kg.
Ćwiczeń co prawda nie robiłam codziennie, ale faktycznie nie jadłam słodyczy, nie słodziłam cukrem i jadłam dużo warzyw i owoców.
Przeglądając jednak różne blogi osób odchudzających się i widząc efekty, postanowiłam jeszcze zmienić swoje postanowienia.
Od dwóch dni jestem na diecie zwanej "1000 kalorii".
A zatem podliczam, zliczam i nawet mi się to podoba. Nie zdawałam sobie sprawy ile jadłam produktów, które najzwyczajniej w świecie robiły mi krzywdę!
Wiecie, że w paczce słonych paluszków jest 800 kcal ? Zbrodnia w biały dzień!
Do tego od wczoraj zaprzestałam jeżdżenia widną! To najlepszy stepper na świecie. Ważne żeby umieć wykorzystywać codzienne sytuacje do tego, żeby poprostu mieć ruch. Dużo chodzić, jeździć na rowerze i proszę.. miałam pod nosem takie fajne fitness jak chodzenie po schodach i nawet o tym nie pomyślałam...
I zważę się dopiero za dwa tygodnie, żebym zobaczyła efekt, to nie Dukan żeby się ważyć kilka razy dziennie :P
Nie raz już miałam tak, że jak zaczynałam "odchudzanie", to po dwóch dniach nie widząc znaczącej różnicy w wadze, po prostu się poddawałam, traciłam motywację. No to po co się tak często ważyć? Skupmy się na życiu, jedzmy zdrowiej i za dwa tygodnie wchodzę na wagę!
A zatem 15 kwietnia będzie wiadomo, jak 1000 kalorii wpłynie na moją wagę.
Wish me luck :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz