No cóż... jest wymarzona piątka z przodu, ale początkowo myślałam, że do Wigilii będzie 55 kg, ale nie ma lekko. To już nie takie proste. Zwłaszcza, że nie ćwiczę, a ruch mam raczej umiarkowany. W dodatku czasem sobie pozwolę na piwko czy inną przyjemność.
No, ale nie jest źle :)
O mnie
- O mnie:
- Wzrost: 164 cm Waga początkowa: 70 kg Waga dziś: 57 kg Waga wymarzona: 55 kg
środa, 14 grudnia 2011
niedziela, 13 listopada 2011
60!
Świeżo zważona, przed momentem (bo ważyć się należy rano, po wizycie w wc) i jest 60 równiusieńkie.
Kurcze, to mało brakło a byłaby ta piątka z przodu. No, ale muszę jeszcze uzbroić się w cierpliwość.
Jak osiągnę już tą piątkę z przodu, to kolejnym celem będą dwie piątki-> 55 kg. I to już chyba będzie po prostu ideał jak dla mnie i przy moim wzroście (164 cm).
Zaczęłam pić pokrzywę, bo wyczytałam że oczyszcza ogranizm.
No to do następnego, do piątki z przodu!
Kurcze, to mało brakło a byłaby ta piątka z przodu. No, ale muszę jeszcze uzbroić się w cierpliwość.
Jak osiągnę już tą piątkę z przodu, to kolejnym celem będą dwie piątki-> 55 kg. I to już chyba będzie po prostu ideał jak dla mnie i przy moim wzroście (164 cm).
Zaczęłam pić pokrzywę, bo wyczytałam że oczyszcza ogranizm.
No to do następnego, do piątki z przodu!
czwartek, 10 listopada 2011
60,5 !
Wolno, bo wolno ale nadal tracę na wadze. Przed chwilą zważona -> 60,5 kg.
Czyli jeszcze nieco ponad pół kilo i zobaczę upragnioną piątkę z przodu na wadze.
Ciekawe czy na Święta uda mi się osiągnąć 55 kg... Bardzo bym chciała, ale wiadomo że najwięcej chudnie się na początku, potem już nie jest to tak spektakularne. Może gdybym po prostu ćwiczyła, albo jeździła na rowerze...
Ale wiadomo, zimno się zrobiło i generalnie taka aura nie sprzyja wysiłkowi. No, ale może coś pomyślę.
Jak spadnie śnieg mam inną alternatywę na ruch - narty biegowe :)
A zatem teraz czekam na piękną, białą i mroźną zimę!
Doczekać się nie mogę, szarości nie znoszę!
Czyli jeszcze nieco ponad pół kilo i zobaczę upragnioną piątkę z przodu na wadze.
Ciekawe czy na Święta uda mi się osiągnąć 55 kg... Bardzo bym chciała, ale wiadomo że najwięcej chudnie się na początku, potem już nie jest to tak spektakularne. Może gdybym po prostu ćwiczyła, albo jeździła na rowerze...
Ale wiadomo, zimno się zrobiło i generalnie taka aura nie sprzyja wysiłkowi. No, ale może coś pomyślę.
Jak spadnie śnieg mam inną alternatywę na ruch - narty biegowe :)
A zatem teraz czekam na piękną, białą i mroźną zimę!
Doczekać się nie mogę, szarości nie znoszę!
piątek, 28 października 2011
wymiary
Jeszcze miesiąc temu moje wymiary były następujące:
biust : 90 cm teraz -> 88 cm
talia: 72 cm teraz -> 67 cm
obwód pępka: 82 cm -> 78 cm
biodra: 96 cm -> 92 cm
uda: 60 cm -> 58 cm
łydki: 35 cm -> 34 cm
a tak wygląda moja spódnica, w której jeszcze całkiem niedawno chodziłam:
biust : 90 cm teraz -> 88 cm
talia: 72 cm teraz -> 67 cm
obwód pępka: 82 cm -> 78 cm
biodra: 96 cm -> 92 cm
uda: 60 cm -> 58 cm
łydki: 35 cm -> 34 cm
a tak wygląda moja spódnica, w której jeszcze całkiem niedawno chodziłam:
bez zmian :)
No cóż.. narazie waga stoi w miejscu, może czasem tak musi być?
Do końca października pewnie nie ujrzę ukochanej piątki na początku wagi.
Trudno się mówi. Poczekam :) Cierpliwość zostanie uhonorowana.
Do Wigilii powinnam już ważyć 55 kg, może będę musiałą trochę na to poćwiczyć, może samo ograniczenie kalorii nie wystarczy?
Zamierzam w ten weekend pójść na basen.
Mąż mi mówi, że bardzo wyszczuplałam... zresztą sama to widzę, po spodniach, po spódnicach.. Prawie mi zsuwają się z bioder.
Ukochany robi mi codziennie masaż wyszczuplający ud i pupy. Stosując przy tym krem antycellulitowy i wyszczuplający, kochany jest :)
Następnym razem napiszę jak przez miesiąc spadły moje obwody, bo narazie nie mogę się do nich dostać. Na portalu dieta.pl trwają prace modernizacyjne, a tam sobie wszystko zapisuję.
No następnego! :)
Do końca października pewnie nie ujrzę ukochanej piątki na początku wagi.
Trudno się mówi. Poczekam :) Cierpliwość zostanie uhonorowana.
Do Wigilii powinnam już ważyć 55 kg, może będę musiałą trochę na to poćwiczyć, może samo ograniczenie kalorii nie wystarczy?
Zamierzam w ten weekend pójść na basen.
Mąż mi mówi, że bardzo wyszczuplałam... zresztą sama to widzę, po spodniach, po spódnicach.. Prawie mi zsuwają się z bioder.
Ukochany robi mi codziennie masaż wyszczuplający ud i pupy. Stosując przy tym krem antycellulitowy i wyszczuplający, kochany jest :)
Następnym razem napiszę jak przez miesiąc spadły moje obwody, bo narazie nie mogę się do nich dostać. Na portalu dieta.pl trwają prace modernizacyjne, a tam sobie wszystko zapisuję.
No następnego! :)
sobota, 22 października 2011
waga z dzisiaj: 61,5 kg
Jestem z siebie dumna (i blada :P ).
No czy nie pięknie chudnę? I nawet bez żadnych katorżniczych ćwiczeń, po prostu jem mniej niż kiedyś i inne rzeczy. (Mrożonej pizzy nie tykam, a kiedyś to była moja codzienność...).
Jogurty i twarożki są moim sprzymierzeńcem, do tego kalafiory i herbata z miodem zamiat cukru.
Na obiad w tygodniu jadam głównie zupy, które wykupiłam sobie w pracy i przynoszę do domu. Drugie dania gotujemy w weekendy. I to wystarcza.
Następnym razem pojawię się tu, kiedy na wadze pojawi się piątka jako pierwsza cyfra.... Może to będzie jeszcze w październiku?
:)
No czy nie pięknie chudnę? I nawet bez żadnych katorżniczych ćwiczeń, po prostu jem mniej niż kiedyś i inne rzeczy. (Mrożonej pizzy nie tykam, a kiedyś to była moja codzienność...).
Jogurty i twarożki są moim sprzymierzeńcem, do tego kalafiory i herbata z miodem zamiat cukru.
Na obiad w tygodniu jadam głównie zupy, które wykupiłam sobie w pracy i przynoszę do domu. Drugie dania gotujemy w weekendy. I to wystarcza.
Następnym razem pojawię się tu, kiedy na wadze pojawi się piątka jako pierwsza cyfra.... Może to będzie jeszcze w październiku?
:)
sobota, 15 października 2011
Jest postęp !! 62,6 kg
Aktualna waga -> 62,6 kg, wzrost: 164 cm
Jak już niewiele brakuje żeby była piątka z przodu, a jak zaczynałam wydawało mi się to tak dalece osiągalne!
(Przypomnę -> ważyłam 70 kg, kiedy postanowiłam zmienić sposób odżywiania i w ogóle życia...)
Zdałam sobie ostatnio sprawę, że ja tak naprawdę się nie odchudzam, nie jestem na diecie. I wcale się tak nie czuję. Coś zmieniło mi się już w głowie. Kiedy jestem w sklepie i patrzę na pizzę, to tak naprawdę nie chcę jej kupić. Wolę kupić coś zdrowszego, co dostarczy mi niezbędnych składników a przy okazji nie będzie bombą kaloryczną.
Niesamowite. Wczoraj była okazja, zjadłam kawałek ciasta. Ale wiecie co? Nie rzuciłam się na niego jak dzika. Nawet niespecjalnie mi smakowało. Coś naprawdę się we mnie zmieniło.
Jest pięknie :)
Jak już niewiele brakuje żeby była piątka z przodu, a jak zaczynałam wydawało mi się to tak dalece osiągalne!
(Przypomnę -> ważyłam 70 kg, kiedy postanowiłam zmienić sposób odżywiania i w ogóle życia...)
Zdałam sobie ostatnio sprawę, że ja tak naprawdę się nie odchudzam, nie jestem na diecie. I wcale się tak nie czuję. Coś zmieniło mi się już w głowie. Kiedy jestem w sklepie i patrzę na pizzę, to tak naprawdę nie chcę jej kupić. Wolę kupić coś zdrowszego, co dostarczy mi niezbędnych składników a przy okazji nie będzie bombą kaloryczną.
Niesamowite. Wczoraj była okazja, zjadłam kawałek ciasta. Ale wiecie co? Nie rzuciłam się na niego jak dzika. Nawet niespecjalnie mi smakowało. Coś naprawdę się we mnie zmieniło.
Jest pięknie :)
środa, 28 września 2011
64,8
Minął miesiąc, od września przestałam biegać, bo nabawiłam się kontuzji nogi. Wszystko przez to, że nie biegałam "pięta - palce", tylko od razu na palce. Przetrenowałam mięśnie i nie mogłam biegać, ot co...
Ale nie ma tego złego, jeżdżę na rowerze. Ostatnio zrobiłam 60 km jednego dnia, także chyba całkiem nieźle ;)
Staram się trzymać nowych przyzwyczajeń co do jedzenia, nie jem słodyczy, nie słodzę cukrem (herbatę słodzę miodem).
No i dzisiaj weszłam na wagę - 64,8.
Cel -> 55 kg
Mam nadzieję, że do wakacji to osiągnę, albo nawet do Wielkanocy :)
Ale nie ma tego złego, jeżdżę na rowerze. Ostatnio zrobiłam 60 km jednego dnia, także chyba całkiem nieźle ;)
Staram się trzymać nowych przyzwyczajeń co do jedzenia, nie jem słodyczy, nie słodzę cukrem (herbatę słodzę miodem).
No i dzisiaj weszłam na wagę - 64,8.
Cel -> 55 kg
Mam nadzieję, że do wakacji to osiągnę, albo nawet do Wielkanocy :)
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
^^
Wczoraj nie dałam rady biegać wieczorem, bo po dwóch dniach biegania miałam wczoraj takie zakwasy, że chodzić nie mogłam! Ale i tak zrobiłam kilka kilometrów spacerując po mieście.
I jadłam też nie dużo.
Dzisiaj na śniadanie:
1 śliwka, pokrojona
Jogurt naturalny i garść bakalii
Do tego wypiłam dzisiaj kawę ze słodzikiem i dwie zielone herbaty
I jadłam też nie dużo.
Dzisiaj na śniadanie:
1 śliwka, pokrojona
Jogurt naturalny i garść bakalii
Do tego wypiłam dzisiaj kawę ze słodzikiem i dwie zielone herbaty
piątek, 19 sierpnia 2011
biegi i basen
Nadal trwam w postanowieniach!Wczoraj biegałam po parku, z przerwami na ustabilizowanie oddechu przez ok. 45 minut. Dzisiaj mam zakwasy, ale to dobrze.
Wypiłam teraz kawę ze słodzikiem, zaraz przegryzę jakiegoś owoca w ramach śniadania i idę na basen.
Potem mam w planach talerz ogórkowej, a na kolację fasolka szparagowa (ostatnie podrygi).
Wypiłam teraz kawę ze słodzikiem, zaraz przegryzę jakiegoś owoca w ramach śniadania i idę na basen.
Potem mam w planach talerz ogórkowej, a na kolację fasolka szparagowa (ostatnie podrygi).
środa, 17 sierpnia 2011
Powracam!
Dawno mnie tu nie było. Niestety Święta Wielkanocne spowodowały, że przestałam stosować dietę i znowu jadłam co chciałam i ile chciałam...
Ale wracam, bo jestem od nowa zmotywowana.
Śniadania i kolacje wyglądają mniej więcej tak:
Dwie kromeczki chlebka orkiszowego z mozarellą, pomidorem, rzodkiewką i szczypiorkiem. Do tego trzy oliwki i trzy koreczki śledziowe po giżycku.
Do picia zielona herbata ze słodzikiem.
Żadnych słodyczy i ruch! Dzisiaj byłam dwie godziny na basenie. Ale mam również w planach codzienne wieczorne bieganie po parku. Ile ważę? A pewnie z 68 kg. Pragnę schudnąć do 60! A potem zobaczymy.
Ale wracam, bo jestem od nowa zmotywowana.
Śniadania i kolacje wyglądają mniej więcej tak:
Dwie kromeczki chlebka orkiszowego z mozarellą, pomidorem, rzodkiewką i szczypiorkiem. Do tego trzy oliwki i trzy koreczki śledziowe po giżycku.
Do picia zielona herbata ze słodzikiem.
Żadnych słodyczy i ruch! Dzisiaj byłam dwie godziny na basenie. Ale mam również w planach codzienne wieczorne bieganie po parku. Ile ważę? A pewnie z 68 kg. Pragnę schudnąć do 60! A potem zobaczymy.
piątek, 8 kwietnia 2011
Kolejny kilogram mniej !
Miałam się zważyć za tydzień, ale nie wytrzymałam.
Ważę 66, 2 kg.
Stosuję nadal dietę 1000 kalorii, wchodzę schodami zamiast windą (o ile mam wygodne buty) i zakupiłam:
Dałam aż 65 zł i starczy tylko na dwa tygodnie. Ale co mam do stracenia?
Docelowo chciałabym osiągnąć wagę 58 kg. Ciekawe w jakim okresie czasu jest to możliwe. To jeszcze 8 kilogramów. Może gdybym ćwiczyła, chodziła na siłownię - to stałoby się to o wiele szybciej.
Ale ja zwyczajnie nie mam na to czasu.
Ważę 66, 2 kg.
Stosuję nadal dietę 1000 kalorii, wchodzę schodami zamiast windą (o ile mam wygodne buty) i zakupiłam:
Dałam aż 65 zł i starczy tylko na dwa tygodnie. Ale co mam do stracenia?
Docelowo chciałabym osiągnąć wagę 58 kg. Ciekawe w jakim okresie czasu jest to możliwe. To jeszcze 8 kilogramów. Może gdybym ćwiczyła, chodziła na siłownię - to stałoby się to o wiele szybciej.
Ale ja zwyczajnie nie mam na to czasu.
piątek, 1 kwietnia 2011
Prima Aprillis
Dzisiaj napiszę całą prawdę, a psikusa postaram się zrobić komuś innemu...
Dzisiaj na wadze 67,1 kg. Przez ostatni miesiąc schudłam 3 kg.
Ćwiczeń co prawda nie robiłam codziennie, ale faktycznie nie jadłam słodyczy, nie słodziłam cukrem i jadłam dużo warzyw i owoców.
Przeglądając jednak różne blogi osób odchudzających się i widząc efekty, postanowiłam jeszcze zmienić swoje postanowienia.
Od dwóch dni jestem na diecie zwanej "1000 kalorii".
A zatem podliczam, zliczam i nawet mi się to podoba. Nie zdawałam sobie sprawy ile jadłam produktów, które najzwyczajniej w świecie robiły mi krzywdę!
Wiecie, że w paczce słonych paluszków jest 800 kcal ? Zbrodnia w biały dzień!
Do tego od wczoraj zaprzestałam jeżdżenia widną! To najlepszy stepper na świecie. Ważne żeby umieć wykorzystywać codzienne sytuacje do tego, żeby poprostu mieć ruch. Dużo chodzić, jeździć na rowerze i proszę.. miałam pod nosem takie fajne fitness jak chodzenie po schodach i nawet o tym nie pomyślałam...
I zważę się dopiero za dwa tygodnie, żebym zobaczyła efekt, to nie Dukan żeby się ważyć kilka razy dziennie :P
Nie raz już miałam tak, że jak zaczynałam "odchudzanie", to po dwóch dniach nie widząc znaczącej różnicy w wadze, po prostu się poddawałam, traciłam motywację. No to po co się tak często ważyć? Skupmy się na życiu, jedzmy zdrowiej i za dwa tygodnie wchodzę na wagę!
A zatem 15 kwietnia będzie wiadomo, jak 1000 kalorii wpłynie na moją wagę.
Wish me luck :)
Dzisiaj na wadze 67,1 kg. Przez ostatni miesiąc schudłam 3 kg.
Ćwiczeń co prawda nie robiłam codziennie, ale faktycznie nie jadłam słodyczy, nie słodziłam cukrem i jadłam dużo warzyw i owoców.
Przeglądając jednak różne blogi osób odchudzających się i widząc efekty, postanowiłam jeszcze zmienić swoje postanowienia.
Od dwóch dni jestem na diecie zwanej "1000 kalorii".
A zatem podliczam, zliczam i nawet mi się to podoba. Nie zdawałam sobie sprawy ile jadłam produktów, które najzwyczajniej w świecie robiły mi krzywdę!
Wiecie, że w paczce słonych paluszków jest 800 kcal ? Zbrodnia w biały dzień!
Do tego od wczoraj zaprzestałam jeżdżenia widną! To najlepszy stepper na świecie. Ważne żeby umieć wykorzystywać codzienne sytuacje do tego, żeby poprostu mieć ruch. Dużo chodzić, jeździć na rowerze i proszę.. miałam pod nosem takie fajne fitness jak chodzenie po schodach i nawet o tym nie pomyślałam...
I zważę się dopiero za dwa tygodnie, żebym zobaczyła efekt, to nie Dukan żeby się ważyć kilka razy dziennie :P
Nie raz już miałam tak, że jak zaczynałam "odchudzanie", to po dwóch dniach nie widząc znaczącej różnicy w wadze, po prostu się poddawałam, traciłam motywację. No to po co się tak często ważyć? Skupmy się na życiu, jedzmy zdrowiej i za dwa tygodnie wchodzę na wagę!
A zatem 15 kwietnia będzie wiadomo, jak 1000 kalorii wpłynie na moją wagę.
Wish me luck :)
środa, 16 marca 2011
(7)
Wymyśliłam sobie dzisiaj ćwiczenia, które dobrze by było uskuteczniać codziennie, najlepiej serię po dwa razy:
1. Leżąc na boku, nożyce w górę. Każda noga 20 powtórzeń.
2. Siedząc w rozkroku, skłony w przód. 20 powtórzeń.
3. Przysiady. 20 powtórzeń.
4. Stojąc w rozkroku, ręce poziomo na boki. Skłony do każdej nogi po 20 powtórzeń.
5. Stojąc, ręce przed siebie. Wykopy w górę. 10 powtórzeń każda noga.
6. Leżąc na plecach, skłony w przód. 20 powtórzeń.
7. Rowerek. Czas wedle uznania i możliwości.
Wykonane przed momentem. Razy dwa :)
1. Leżąc na boku, nożyce w górę. Każda noga 20 powtórzeń.
2. Siedząc w rozkroku, skłony w przód. 20 powtórzeń.
3. Przysiady. 20 powtórzeń.
4. Stojąc w rozkroku, ręce poziomo na boki. Skłony do każdej nogi po 20 powtórzeń.
5. Stojąc, ręce przed siebie. Wykopy w górę. 10 powtórzeń każda noga.
6. Leżąc na plecach, skłony w przód. 20 powtórzeń.
7. Rowerek. Czas wedle uznania i możliwości.
Wykonane przed momentem. Razy dwa :)
wtorek, 15 marca 2011
(6)
67,7 kg !!
Przypomnę, że 1 marca było 70,05, czyli przez dwa tygodnie zrzuciłam 2,35 kg.
Jestem zadowolona z takiego tempa. Nie inwazyjne.
Przyznam, że wczoraj zdarzyły mi się dwa cukiereczki, i dzisiaj zamierzałam sobie zrobić spaghetti.
Ale po dzisiejszym stanięciu na wadze, mam dalszą motywację żeby dbać o linię.
Pojadę po zakupy i znow nakupię warzyw i owoców bo zaczęło mi ich brakować.
Przypomnę, że 1 marca było 70,05, czyli przez dwa tygodnie zrzuciłam 2,35 kg.
Jestem zadowolona z takiego tempa. Nie inwazyjne.
Przyznam, że wczoraj zdarzyły mi się dwa cukiereczki, i dzisiaj zamierzałam sobie zrobić spaghetti.
Ale po dzisiejszym stanięciu na wadze, mam dalszą motywację żeby dbać o linię.
Pojadę po zakupy i znow nakupię warzyw i owoców bo zaczęło mi ich brakować.
środa, 9 marca 2011
(5)
Dawno nie pisałam. Generalnie trzymam się moich ustaleń (nie licząc pół ciasteczka, czy żelków), ale żadnej czekolady, ciasta.
Wczoraj pozwoliłam sobie na alkohol w postaci drinka i czerwonego wina.
W weekend jadłam ziemniaki.
Dzisiaj bałam się wejść na wagę, ale na szczęście odważyłam się i nadal jest tendencja spadkowa :)
68,3 kg, jeszcze 1 marca było 70,05, więc 1,75 kg w trakcie tygodnia poszło...
Czyżby niejedzenie słodyczy pomagało?
Bo ruchu to raczej narazie nie miałam.
Zobaczymy co dalej. Nie poddam się!!!
Wczoraj pozwoliłam sobie na alkohol w postaci drinka i czerwonego wina.
W weekend jadłam ziemniaki.
Dzisiaj bałam się wejść na wagę, ale na szczęście odważyłam się i nadal jest tendencja spadkowa :)
68,3 kg, jeszcze 1 marca było 70,05, więc 1,75 kg w trakcie tygodnia poszło...
Czyżby niejedzenie słodyczy pomagało?
Bo ruchu to raczej narazie nie miałam.
Zobaczymy co dalej. Nie poddam się!!!
czwartek, 3 marca 2011
(4)
Tłusty czwartek. Jednak skusiłam się na jednego, malenieczkiego pączusia.
Tak tylko, żeby tradycji stało się zadość.
I dalej wracam do diety.
:)
Tak tylko, żeby tradycji stało się zadość.
I dalej wracam do diety.
:)
środa, 2 marca 2011
(3)
Udało się! Mimo, że musiałam kroić ciasto - nie zjadłam ani kawałka!
Narazie dotrzymuję obietnic i oby jak najdłużej.
Najgorzej, że jutro Tłusty Czwartek
Mąż poprosił mnie o kupienie dla siebie trzech pączków z marmoladą i stwierdził, że jednego chociaż powinnam zjeść.
Ale ja wiem, że jak zjem jednego - to już pójdzie cała dieta w pizdu.
Narazie dotrzymuję obietnic i oby jak najdłużej.
Najgorzej, że jutro Tłusty Czwartek
Mąż poprosił mnie o kupienie dla siebie trzech pączków z marmoladą i stwierdził, że jednego chociaż powinnam zjeść.
Ale ja wiem, że jak zjem jednego - to już pójdzie cała dieta w pizdu.
(2)
Wczoraj w aptece kupiłam taką herbatę:
Ponoć pomaga schudnąć. Należy ją wypić przed snem, a na drugi dzień, rano następuje oczyszczenie organizmu.
Fakt, zadziałało.
Muszę się wspomagać takimi wynalazkami, trzeba połączyć siły.
Wczoraj na obiad ugotowałam sobie zupkę warzywną, a na kolację zjadłam sałatkę z owoców (kiwi, banan, jabłko, ananas, mandarynka). Zjadłam ją przed godziną 18 i później już nic. A spać poszłam o 23.
Nie powiem, trochę mi burczało, ale wytrzymałam.
I dzisiaj rano waga pokazała 68,9 kg.
Chociaż bardzo zadowolona bym była, gdybym gubiła kilogram tygodniowo. Myślę, że to by było ok. Wystarczy takie tempo.
A dzisiaj narazie:
1. Kawa z mlekiem i słodzikiem
2. Zielona herbata z maliną
3. Śniadanie: marchew i pół jabłka.
Trochę pobolewa mnie głowa, ale to podobno normalne przy zmianie nawyków żywieniowych.
Mój organizm domaga się słodyczy i pustych kalorii, ale nic z tego!
Ponoć pomaga schudnąć. Należy ją wypić przed snem, a na drugi dzień, rano następuje oczyszczenie organizmu.
Fakt, zadziałało.
Muszę się wspomagać takimi wynalazkami, trzeba połączyć siły.
Wczoraj na obiad ugotowałam sobie zupkę warzywną, a na kolację zjadłam sałatkę z owoców (kiwi, banan, jabłko, ananas, mandarynka). Zjadłam ją przed godziną 18 i później już nic. A spać poszłam o 23.
Nie powiem, trochę mi burczało, ale wytrzymałam.
I dzisiaj rano waga pokazała 68,9 kg.
Chociaż bardzo zadowolona bym była, gdybym gubiła kilogram tygodniowo. Myślę, że to by było ok. Wystarczy takie tempo.
A dzisiaj narazie:
1. Kawa z mlekiem i słodzikiem
2. Zielona herbata z maliną
3. Śniadanie: marchew i pół jabłka.
Trochę pobolewa mnie głowa, ale to podobno normalne przy zmianie nawyków żywieniowych.
Mój organizm domaga się słodyczy i pustych kalorii, ale nic z tego!
No to zaczynam! (1)
Wczoraj był 1 marca, stanęłam na wadze. Zobaczyłam coś, czego od niedawna bardzo się obawiałam.
Magiczna pierwsza cyferka... nigdy nie chciałam jej zobaczyć i podświadomie gdzieś myślałam sobie, że dopóki nie ma "tej cyferki" na początku, to jakoś jeszcze jest...
No i wczoraj - stało się. Osiągnęłam tą cholerną wagę. 70,05 kg.
Mam 164 cm, powinnam ważyć 55-58 kg. Jakaż byłam głupia jeszcze te kilka lat temu, kiedy tyle ważyłam, a i tak miałam kompleksy, i tak mi się wydawało, że jestem za szeroka w biodrach, czy że mam zbyt pełne uda.
Byłam idealna! Ile ja bym teraz dała żeby znowu tak wyglądać. Zostały mi tylko zdjęcia.
Dlaczego przytyłam? Hmm. ciekawe pytanie. Mogę mieć swoją teorię na ten temat. I mam.
Myślę, że zaczęło się od przyjmowania tabletek antykoncepcyjnych. Na szczęście nie robiłam tego długo, bo około roku, ale ewidentnie po odstawieniu ich mój apetyt się zwiększył. A poza tym, to jednak były hormony i musiały mi w jakiś sposób rozregulować organizm. W ciągu roku od odstawienia tabletek, zaczęłam stopniowo przybierać na wadze. Głównie dzięki temu, że zaczęłam więcej żreć! Przede wszystkim pizze, jakieś inne fast foody i słodycze.
A ostatnio to już notorycznie. A bo nie ma czasu żeby ugotować coś porządnego, to kupię gotową pizzę, wstawię do piekarnika - i gotowe! Najedzona jestem na najbliższe kilka godzin. Ale przecież nie tędy droga.
Mam nauczkę.
Źle się z tym czuję. Nie zakładam spodni, bo za bardzo uwidaczniają mój tyłek i uda. Brzuch też się zaczyna wylewać. Ubieram się w spódnice, najlepiej rozkloszowane, dzięki temu nie widać tego tak bardzo. Umiem to maskować... ale ile można?
Chcę założyć dżinsy rurki i nie martwić się o nic. Chcę bez obaw wskoczyć w kostium kąpielowy, teraz wstydzę się pokazać na basenie. Źle się czuję z tym jaka jestem...
Dokładnie miesiąc temu spróbowałam diety przez wszystkich chwalonej.
Dieta Dukana, tak - ją właśnie mam na myśli.
Wiecie ile wytrzymałam? Cały jeden dzień ! Nie dałam rady.
Zrobiłam placuszki doktora dukana, do tej pory mnie mdli na myśl o nich.
Ta dieta opiera się na jedzeniu nabiału, mięsa. A ja za mięsem zwyczajnie nie przepadam...
Przypomniałam sobie co jadłam kiedy byłam nastolatką, kiedy byłam szczupła.
I teraz postanowiłam do tego powrócić.
Moje założenia na najbliższy czas:
1. Nie jeść słodyczy. Wcale!!!
2. Jeść dużo warzyw i owoców.
3. Pieczywo - tylko pełnoziarniste.
4. Pić dużo zielonej, czerwonej herbaty i wody mineralnej.
5. Nie pić coca-coli ani innych słodkich, gazowanych napojów.
6. Ograniczać ziemniaki, zastępować kaszą jaglaną, gryczaną czy ryżem.
7. Mieć więcej ruchu, spacery, biegi, jazda na rowerze.
Jeżeli tylko będę się do tego stosować - to na pewno schudnę.
Pułapka polega tylko na tym żeby wytrwać. To jest jedyna rzecz.
Do tej pory nie umiałam wyobrazić sobie dnia bez słodyczy.
Teraz czas to zmienić.
Czy wytrwam? Dzisiaj w pracy na pewno będą ciasta. Muszę odmówić.
Pojutrze - Tłusty Czwartek. Nie wypada nie zjeść pączka.
Życie nie ułatwia chudnięcia, ale muszę osiągnąć cel.
Zaczęłam już od wczoraj. Pojechałam do hipermarketu. Nakupowałam owoców, warzyw.
Zaraz zjem śniadanie. Marchewkę i jabłko. Na obiad ugotuję brokuła.
Potem skoczę na ryneczek i kupię chleb pełnoziarnisty.
Muszę zmienić nawyki żywieniowe.
Jestem zdeterminowana. Tym razem nie odpuszczę!!
Magiczna pierwsza cyferka... nigdy nie chciałam jej zobaczyć i podświadomie gdzieś myślałam sobie, że dopóki nie ma "tej cyferki" na początku, to jakoś jeszcze jest...
No i wczoraj - stało się. Osiągnęłam tą cholerną wagę. 70,05 kg.
Mam 164 cm, powinnam ważyć 55-58 kg. Jakaż byłam głupia jeszcze te kilka lat temu, kiedy tyle ważyłam, a i tak miałam kompleksy, i tak mi się wydawało, że jestem za szeroka w biodrach, czy że mam zbyt pełne uda.
Byłam idealna! Ile ja bym teraz dała żeby znowu tak wyglądać. Zostały mi tylko zdjęcia.
Dlaczego przytyłam? Hmm. ciekawe pytanie. Mogę mieć swoją teorię na ten temat. I mam.
Myślę, że zaczęło się od przyjmowania tabletek antykoncepcyjnych. Na szczęście nie robiłam tego długo, bo około roku, ale ewidentnie po odstawieniu ich mój apetyt się zwiększył. A poza tym, to jednak były hormony i musiały mi w jakiś sposób rozregulować organizm. W ciągu roku od odstawienia tabletek, zaczęłam stopniowo przybierać na wadze. Głównie dzięki temu, że zaczęłam więcej żreć! Przede wszystkim pizze, jakieś inne fast foody i słodycze.
A ostatnio to już notorycznie. A bo nie ma czasu żeby ugotować coś porządnego, to kupię gotową pizzę, wstawię do piekarnika - i gotowe! Najedzona jestem na najbliższe kilka godzin. Ale przecież nie tędy droga.
Mam nauczkę.
Źle się z tym czuję. Nie zakładam spodni, bo za bardzo uwidaczniają mój tyłek i uda. Brzuch też się zaczyna wylewać. Ubieram się w spódnice, najlepiej rozkloszowane, dzięki temu nie widać tego tak bardzo. Umiem to maskować... ale ile można?
Chcę założyć dżinsy rurki i nie martwić się o nic. Chcę bez obaw wskoczyć w kostium kąpielowy, teraz wstydzę się pokazać na basenie. Źle się czuję z tym jaka jestem...
Dokładnie miesiąc temu spróbowałam diety przez wszystkich chwalonej.
Dieta Dukana, tak - ją właśnie mam na myśli.
Wiecie ile wytrzymałam? Cały jeden dzień ! Nie dałam rady.
Zrobiłam placuszki doktora dukana, do tej pory mnie mdli na myśl o nich.
Ta dieta opiera się na jedzeniu nabiału, mięsa. A ja za mięsem zwyczajnie nie przepadam...
Przypomniałam sobie co jadłam kiedy byłam nastolatką, kiedy byłam szczupła.
I teraz postanowiłam do tego powrócić.
Moje założenia na najbliższy czas:
1. Nie jeść słodyczy. Wcale!!!
2. Jeść dużo warzyw i owoców.
3. Pieczywo - tylko pełnoziarniste.
4. Pić dużo zielonej, czerwonej herbaty i wody mineralnej.
5. Nie pić coca-coli ani innych słodkich, gazowanych napojów.
6. Ograniczać ziemniaki, zastępować kaszą jaglaną, gryczaną czy ryżem.
7. Mieć więcej ruchu, spacery, biegi, jazda na rowerze.
Jeżeli tylko będę się do tego stosować - to na pewno schudnę.
Pułapka polega tylko na tym żeby wytrwać. To jest jedyna rzecz.
Do tej pory nie umiałam wyobrazić sobie dnia bez słodyczy.
Teraz czas to zmienić.
Czy wytrwam? Dzisiaj w pracy na pewno będą ciasta. Muszę odmówić.
Pojutrze - Tłusty Czwartek. Nie wypada nie zjeść pączka.
Życie nie ułatwia chudnięcia, ale muszę osiągnąć cel.
Zaczęłam już od wczoraj. Pojechałam do hipermarketu. Nakupowałam owoców, warzyw.
Zaraz zjem śniadanie. Marchewkę i jabłko. Na obiad ugotuję brokuła.
Potem skoczę na ryneczek i kupię chleb pełnoziarnisty.
Muszę zmienić nawyki żywieniowe.
Jestem zdeterminowana. Tym razem nie odpuszczę!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



