O mnie

Wzrost: 164 cm Waga początkowa: 70 kg Waga dziś: 57 kg Waga wymarzona: 55 kg

środa, 16 marca 2011

(7)

Wymyśliłam sobie dzisiaj ćwiczenia, które dobrze by było uskuteczniać codziennie, najlepiej serię po dwa razy:


1. Leżąc na boku, nożyce w górę. Każda noga 20 powtórzeń.
2. Siedząc w rozkroku, skłony w przód. 20 powtórzeń.
3. Przysiady. 20 powtórzeń.
4. Stojąc w rozkroku, ręce poziomo na boki. Skłony do każdej nogi po 20 powtórzeń.
5. Stojąc, ręce przed siebie. Wykopy w górę. 10 powtórzeń każda noga.
6. Leżąc na plecach, skłony w przód. 20 powtórzeń.
7. Rowerek. Czas wedle uznania i możliwości.

Wykonane przed momentem. Razy dwa :)      

wtorek, 15 marca 2011

(6)

67,7 kg !!
Przypomnę, że 1 marca było 70,05, czyli przez dwa tygodnie zrzuciłam 2,35 kg.
Jestem zadowolona z takiego tempa. Nie inwazyjne.
Przyznam, że wczoraj zdarzyły mi się dwa cukiereczki, i dzisiaj zamierzałam sobie zrobić spaghetti.
Ale po dzisiejszym stanięciu na wadze, mam dalszą motywację żeby dbać o linię.
Pojadę po zakupy i znow nakupię warzyw i owoców bo zaczęło mi ich brakować.

środa, 9 marca 2011

(5)

Dawno nie pisałam. Generalnie trzymam się moich ustaleń (nie licząc pół ciasteczka, czy żelków), ale żadnej czekolady, ciasta.
Wczoraj pozwoliłam sobie na alkohol w postaci drinka i czerwonego wina.
W weekend jadłam ziemniaki.
Dzisiaj bałam się wejść na wagę, ale na szczęście odważyłam się i nadal jest tendencja spadkowa :)
68,3 kg, jeszcze 1 marca było 70,05, więc 1,75 kg w trakcie tygodnia poszło...
Czyżby niejedzenie słodyczy pomagało?
Bo ruchu to raczej narazie nie miałam.

Zobaczymy co dalej. Nie poddam się!!!

czwartek, 3 marca 2011

(4)

Tłusty czwartek. Jednak skusiłam się na jednego, malenieczkiego pączusia.
Tak tylko, żeby tradycji stało się zadość.
I dalej wracam do diety.
:)

środa, 2 marca 2011

(3)

Udało się! Mimo, że musiałam kroić ciasto - nie zjadłam ani kawałka!
Narazie dotrzymuję obietnic i oby jak najdłużej.
Najgorzej, że jutro Tłusty Czwartek
Mąż poprosił mnie o kupienie dla siebie trzech pączków z marmoladą i stwierdził, że jednego chociaż powinnam zjeść.
Ale ja wiem, że jak zjem jednego - to już pójdzie cała dieta w pizdu.

(2)

Wczoraj w aptece kupiłam taką herbatę:
Ponoć pomaga schudnąć. Należy ją wypić przed snem, a na drugi dzień, rano następuje oczyszczenie organizmu.
Fakt, zadziałało.
Muszę się wspomagać takimi wynalazkami, trzeba połączyć siły.

Wczoraj na obiad ugotowałam sobie zupkę warzywną, a na kolację zjadłam sałatkę z owoców (kiwi, banan, jabłko, ananas, mandarynka). Zjadłam ją przed godziną 18 i później już nic. A spać poszłam o 23.
Nie powiem, trochę mi burczało, ale wytrzymałam.
I dzisiaj rano waga pokazała 68,9 kg.

Chociaż bardzo zadowolona bym była, gdybym gubiła kilogram tygodniowo. Myślę, że to by było ok. Wystarczy takie tempo.

A dzisiaj narazie:
1. Kawa z mlekiem i słodzikiem
2. Zielona herbata z maliną
3. Śniadanie: marchew i pół jabłka.

Trochę pobolewa mnie głowa, ale to podobno normalne przy zmianie nawyków żywieniowych.
Mój organizm domaga się słodyczy i pustych kalorii, ale nic z tego!

No to zaczynam! (1)

Wczoraj był 1 marca, stanęłam na wadze. Zobaczyłam coś, czego od niedawna bardzo się obawiałam.
Magiczna pierwsza cyferka... nigdy nie chciałam jej zobaczyć i podświadomie gdzieś myślałam sobie, że dopóki nie ma "tej cyferki" na początku, to jakoś jeszcze jest...
No i wczoraj - stało się. Osiągnęłam tą cholerną wagę. 70,05 kg.

Mam 164 cm, powinnam ważyć 55-58 kg. Jakaż byłam głupia jeszcze te kilka lat temu, kiedy tyle ważyłam, a i tak miałam kompleksy, i tak mi się wydawało, że jestem za szeroka w biodrach, czy że mam zbyt pełne uda.
Byłam idealna! Ile ja bym teraz dała żeby znowu tak wyglądać. Zostały mi tylko zdjęcia.

Dlaczego przytyłam? Hmm. ciekawe pytanie. Mogę mieć swoją teorię na ten temat. I mam.
Myślę, że zaczęło się od przyjmowania tabletek antykoncepcyjnych. Na szczęście nie robiłam tego długo, bo około roku, ale ewidentnie po odstawieniu ich mój apetyt się zwiększył. A poza tym, to jednak były hormony i musiały mi w jakiś sposób rozregulować organizm. W ciągu roku od odstawienia tabletek, zaczęłam stopniowo przybierać na wadze. Głównie dzięki temu, że zaczęłam więcej żreć! Przede wszystkim pizze, jakieś inne fast foody i słodycze.
A ostatnio to już notorycznie. A bo nie ma czasu żeby ugotować coś porządnego, to kupię gotową pizzę, wstawię do piekarnika - i gotowe! Najedzona jestem na najbliższe kilka godzin. Ale przecież nie tędy droga.
Mam nauczkę.

Źle się z tym czuję. Nie zakładam spodni, bo za bardzo uwidaczniają mój tyłek i uda. Brzuch też się zaczyna wylewać. Ubieram się w spódnice, najlepiej rozkloszowane, dzięki temu nie widać tego tak bardzo. Umiem to maskować... ale ile można?
Chcę założyć dżinsy rurki i nie martwić się o nic.  Chcę bez obaw wskoczyć w kostium kąpielowy, teraz wstydzę się pokazać na basenie. Źle się czuję z tym jaka jestem...

Dokładnie miesiąc temu spróbowałam diety przez wszystkich chwalonej.
Dieta Dukana, tak - ją właśnie mam na myśli.
Wiecie ile wytrzymałam? Cały jeden dzień ! Nie dałam rady.
Zrobiłam placuszki doktora dukana, do tej pory mnie mdli na myśl o nich.
Ta dieta opiera się na jedzeniu nabiału, mięsa. A ja za mięsem zwyczajnie nie przepadam...

Przypomniałam sobie co jadłam kiedy byłam nastolatką, kiedy byłam szczupła.
I teraz postanowiłam do tego powrócić.

Moje założenia na najbliższy czas:

1. Nie jeść słodyczy. Wcale!!!
2.  Jeść dużo warzyw i owoców.
3. Pieczywo - tylko pełnoziarniste.
4. Pić dużo zielonej, czerwonej herbaty i wody mineralnej.
5. Nie pić coca-coli ani innych słodkich, gazowanych napojów.
6. Ograniczać ziemniaki, zastępować kaszą jaglaną, gryczaną czy ryżem.
7. Mieć więcej ruchu, spacery, biegi, jazda na rowerze.

Jeżeli tylko będę się do tego stosować - to na pewno schudnę.
Pułapka polega tylko na tym żeby wytrwać. To jest jedyna rzecz.
Do tej pory nie umiałam wyobrazić sobie dnia bez słodyczy.
Teraz czas to zmienić.

Czy wytrwam?  Dzisiaj w pracy na pewno będą ciasta. Muszę odmówić.
Pojutrze - Tłusty Czwartek. Nie wypada nie zjeść pączka.

Życie nie ułatwia chudnięcia, ale muszę osiągnąć cel.

Zaczęłam już od wczoraj.  Pojechałam do hipermarketu. Nakupowałam owoców, warzyw.
Zaraz zjem śniadanie. Marchewkę i jabłko. Na obiad ugotuję brokuła.
Potem skoczę na ryneczek i kupię chleb pełnoziarnisty.

Muszę zmienić nawyki żywieniowe.
 Jestem zdeterminowana. Tym razem nie odpuszczę!!